Po tych nic nie wartych śmieciach jakimi raczyłem was przez ostatnie miesiące postanowiłem dać wam coś wartościowszego do poczytania. Mianowicie – moje przemyślenia na temat tego konkursu w którym zostałem “5′tym w Polsce”.Lecz by nie było za miło dam wam jeszcze jeden link.
Teraz, gdy znacie sytuację, mogę poopowiadać jak to było…
Zacznijmy od samego początku, gdy pan Arkadiusz Bogdan postanowił dać szansę tym, którzy nie za bardzo czują się utalentowani programistycznie i znalazł informację o tym konkursie w którym liczy się wiedza informatyczna ogólnie, lecz bez programowania(hiehiehie! Nawet ja się dałem nabrać! xP) No ale tak sobie Marcin wystartował. Tak sobie przeszedł pierwsze dwa etapy i okazało się, że razem z kolegą z pierwszej klasy jesteśmy w 30′tce w województwie. Nauczyciel nie chcąc zmarnować szansy(i dobrze, że nie zmarnował!
) postanowił wzbogadzić naszą wiedzę przed rozgrywkami. Tak więc spotkaliśmy się kilka razy w szkole w czasie wolnym(ech, moje ferie ;( ;P ) i pouczyliśmy rozwiązując przykładowe testy. Gdy nadszedł dzień rozgrywek wojewódzkich wsiedliśmy sobie we trójkę do szkolnego(a może dyrektorskiego) BMW(tzn. L’ki spod znaku Fiat Punto v.nowsza) i wyruszyliśmy w celu podbicia białostockiej Politechniki. Po dojechaniu siedzieliśmy sobie pół godziny czekając na zapisy, a po nich wyruszyliśmy do zapisanych nam komputerów w kilku różnych salach(tzn. ja w jednej, kolega w innej). Czas – Start! i rozpoczął się etap wojewódzki. Testy jakoś poszły, otwarte też. Najtrudniejsze dla mnie były zadania z obsługi i interpretowania skryptów basha i tcsha. Bywa. Po teście były ciekawe prezentacje szkoły wyższej i robotyki. Naprawdę tu Politechnika Białostocka ma u mnie plusa – wykłady były ciekawe, choć nie brakło błędów. Następnie bezstresowo udaliśmy się do jakiejś pobliskiej pizzerii na przekąskę. Po zjedzeniu wróciliśmy i ledwo wyrobiliśmy się na rozdawanie nagród. Pierwsza z rozdanych nagród(Marcin myśli – pierwsze miejsce) już oddane do rąk własnych. Drugie miejsce ktośtam. I pierwsze – ja?! Jakoś przebolałem to i poszedłem nieogolony i w kurtce po nagrody(które były skromne, więc pominę xP). Jakby kogoś interesował artykuł – tu ma. No niestety kolega tu odpadł, więc tylko mnie czekała nauka do kolejnego etapu. W dniu wyjazdu odpaliliśmy szkolny BMW i huzia z GPS’em z Biedronki. xP Mimo dziwnych dróg krajowych przybyliśmy do Sosnowca, gdzie czekał nas ostatni nocleg przed konkursem. Powtórzenie zadań przykładowych i sen…
Po przespaniu nocki we w miarę czystym mieście(miałem gorsze wyobrażenia xD) wyruszyliśmy z pomocą wspaniałego GPS’a by po przejechaniu koło Rudzkiego Śmietniska trafić do Rudzkiego Inkubatora Technologii(czy jakoś tak). Tam czekały nas rejestracja, śniadanko, test i śniadanko. Test był dość trudny i zaskoczył mnie w paru momentach, lecz zadania otwarte bez problemu rozwiązałem. Po 15 minutach rozwiązywania i sprawdzania pracy przystąpiłem do rysowania sobie na końcu testu moich wspaniałych dzieł sztuki. Znudzony po pół godziny siedzenia w końcu mogłem iść na herbatkę z nauczycielem. Kilka mało ciekawych wykładów, ciekawa ankieta i ogłoszenie wyników testu. Jak to zwykle bywa – od 12 do 1. Pani czyta i czyta, ja już koło miejsca 5 straciłem wiarę w siebie, ale miałem 2 miejsce ex equo z jakimś innym chłopakiem. No i część praktyczna. Zaskakująca na tyle, że punkty straciłem przez proste linuxowe “sudo” i brak wiedzy z pierwszej klasy(tak wyszło – nie przypominaliśmy sobie tego xP). Została tylko część ostatnia – najstraszniejsza dla mnie – sprzętowa. Jakoś potrafiłem rozpoznać wejścia RAM na płycie głównej i przełącznik KVM(albo inna kolejność literek). Najwięcej problemu sprawiły mi nożyki do szafki rozdzielczej(czy jakoś tak), bo skąd mogłem wiedzieć o takich cudach. xP No i krótka przemowa “kogoś ważnego” po czym rozdanie nagród od nr 12 do 1. Stres przy nr 6 sięgał zenitu, gdy odsapnęliśmy z ulgą, że już po, przy numerze 5. Oczywiście stres zakrzywił nieco postrzeganie rzeczywistości, tak więc nauczyciel przez bite kilka minut uważał, że mam 4 miejsce. xP Tak bywa gdy stres męczy. Oczywiście – za rok będzie lepiej.
Zakończę optymistycznym stwierdzeniem, że kolejny konkurs w toku – tym razem cięższej rangi – DIALNET MASTERS. Jak na razie idzie w miarę dobrze – przechodzimy. Jeżeli nikt w centrali się nie pomylił przy rozsyłaniu maili – jedziemy na finały okręgowe do Warszawy w pięcioosobowym teamie.
Mam nadzieję, że jeszcze do Wrocławia się załapiemy.
Dużo chyba napisałem – teraz czas na dobranie tagów.
Sprostowanie – jednak się nie załapaliśmy i nie jedziemy. Dla mnie to dobrze, reszta drużyny niech sobie narzeka. Ja uczę się do ekologii. xD


