Blog Wydrylowanego Niczym Wiśnia

W każdym jest jakiś pierwiastek dobra, który poprzez rozmowę możesz odnaleźć i wystawić na światło dzienne.

5 kwiecień 10, 2009

Po tych nic nie wartych śmieciach jakimi raczyłem was przez ostatnie miesiące postanowiłem dać wam coś wartościowszego do poczytania. Mianowicie – moje przemyślenia na temat tego konkursu w którym zostałem “5′tym w Polsce”.Lecz by nie było za miło dam wam jeszcze jeden link. :D Teraz, gdy znacie sytuację, mogę poopowiadać jak to było…

Zacznijmy od samego początku, gdy pan Arkadiusz Bogdan postanowił dać szansę tym, którzy nie za bardzo czują się utalentowani programistycznie i znalazł informację o tym konkursie w którym liczy się wiedza informatyczna ogólnie, lecz bez programowania(hiehiehie! Nawet ja się dałem nabrać! xP) No ale tak sobie Marcin wystartował. Tak sobie przeszedł pierwsze dwa etapy i okazało się, że razem z kolegą z pierwszej klasy jesteśmy w 30′tce w województwie. Nauczyciel nie chcąc zmarnować szansy(i dobrze, że nie zmarnował! ;) ) postanowił wzbogadzić naszą wiedzę przed rozgrywkami. Tak więc spotkaliśmy się kilka razy w szkole w czasie wolnym(ech, moje ferie ;( ;P ) i pouczyliśmy rozwiązując przykładowe testy. Gdy nadszedł dzień rozgrywek wojewódzkich wsiedliśmy sobie we trójkę do szkolnego(a może dyrektorskiego) BMW(tzn. L’ki spod znaku Fiat Punto v.nowsza) i wyruszyliśmy w celu podbicia białostockiej Politechniki. Po dojechaniu siedzieliśmy sobie pół godziny czekając na zapisy, a po nich wyruszyliśmy do zapisanych nam komputerów w kilku różnych salach(tzn. ja w jednej, kolega w innej). Czas – Start! i rozpoczął się etap wojewódzki. Testy jakoś poszły, otwarte też. Najtrudniejsze dla mnie były zadania z obsługi i interpretowania skryptów basha i tcsha. Bywa. Po teście były ciekawe prezentacje szkoły wyższej i robotyki. Naprawdę tu Politechnika Białostocka ma u mnie plusa – wykłady były ciekawe, choć nie brakło błędów. Następnie bezstresowo udaliśmy się do jakiejś pobliskiej pizzerii na przekąskę. Po zjedzeniu wróciliśmy i ledwo wyrobiliśmy się na rozdawanie nagród. Pierwsza z rozdanych nagród(Marcin myśli – pierwsze miejsce) już oddane do rąk własnych. Drugie miejsce ktośtam. I pierwsze – ja?! Jakoś przebolałem to i poszedłem nieogolony i w kurtce po nagrody(które były skromne, więc pominę xP). Jakby kogoś interesował artykuł – tu ma. No niestety kolega tu odpadł, więc tylko mnie czekała nauka do kolejnego etapu. W dniu wyjazdu odpaliliśmy szkolny BMW i huzia z GPS’em z Biedronki. xP Mimo dziwnych dróg krajowych przybyliśmy do Sosnowca, gdzie czekał nas ostatni nocleg przed konkursem. Powtórzenie zadań przykładowych i sen…

Po przespaniu nocki we w miarę czystym mieście(miałem gorsze wyobrażenia xD) wyruszyliśmy z pomocą wspaniałego GPS’a by po przejechaniu koło Rudzkiego Śmietniska trafić do Rudzkiego Inkubatora Technologii(czy jakoś tak). Tam czekały nas rejestracja, śniadanko, test i śniadanko. Test był dość trudny i zaskoczył mnie w paru momentach, lecz zadania otwarte bez problemu rozwiązałem. Po 15 minutach rozwiązywania i sprawdzania pracy przystąpiłem do rysowania sobie na końcu testu moich wspaniałych dzieł sztuki. Znudzony po pół godziny siedzenia w końcu mogłem iść na herbatkę z nauczycielem. Kilka mało ciekawych wykładów, ciekawa ankieta i ogłoszenie wyników testu. Jak to zwykle bywa – od 12 do 1. Pani czyta i czyta, ja już koło miejsca 5 straciłem wiarę w siebie, ale miałem 2 miejsce ex equo z jakimś innym chłopakiem. No i część praktyczna. Zaskakująca na tyle, że punkty straciłem przez proste linuxowe “sudo” i brak wiedzy z pierwszej klasy(tak wyszło – nie przypominaliśmy sobie tego xP). Została tylko część ostatnia – najstraszniejsza dla mnie – sprzętowa. Jakoś potrafiłem rozpoznać wejścia RAM na płycie głównej i przełącznik KVM(albo inna kolejność literek). Najwięcej problemu sprawiły mi nożyki do szafki rozdzielczej(czy jakoś tak), bo skąd mogłem wiedzieć o takich cudach. xP No i krótka przemowa “kogoś ważnego” po czym rozdanie nagród od nr 12 do 1. Stres przy nr 6 sięgał zenitu, gdy odsapnęliśmy z ulgą, że już po, przy numerze 5. Oczywiście stres zakrzywił nieco postrzeganie rzeczywistości, tak więc nauczyciel przez bite kilka minut uważał, że mam 4 miejsce. xP Tak bywa gdy stres męczy. Oczywiście – za rok będzie lepiej.

Zakończę optymistycznym stwierdzeniem, że kolejny konkurs w toku – tym razem cięższej rangi – DIALNET MASTERS. Jak na razie idzie w miarę dobrze – przechodzimy. Jeżeli nikt w centrali się nie pomylił przy rozsyłaniu maili – jedziemy na finały okręgowe do Warszawy w pięcioosobowym teamie. :D Mam nadzieję, że jeszcze do Wrocławia się załapiemy. ;)

Dużo chyba napisałem – teraz czas na dobranie tagów. :D

Sprostowanie – jednak się nie załapaliśmy i nie jedziemy. Dla mnie to dobrze, reszta drużyny niech sobie narzeka. Ja uczę się do ekologii. xD

 

Leave a Reply